środa, 10 kwietnia 2013

Witrażowe kartki - kwiaty z morskiej toni

Jak zapowiadałam, kolejny post o kwiatach ze szkła. Moje ulubione kwiaty w kolorach morskiej wody. O technice nie będę pisać jeszcze raz, - kto ciekawy - odsyłam na statek ;-)

Cebulica:



Papier bazowy to granatowa mika,
drobinki pięknie odbijają światło 
podkreślając gładką powierzchnię szkła.

Łubin:




Jaskier: 






Ramka w morskich odcieniach szczególnie udana.

Gladiola:


Tulipan;





Odrobina abstrakcji - moja wersja "drzewa papuziego".



wtorek, 9 kwietnia 2013

Witrażowe kartki - kwiaty ze szkła

Najpierw były stateczki. Efekt przeszedł moje oczekiwania, dlatego zabrałam się za kwiaty. Efekty poniżej. Na początek królowa kwiatów: czerwona róża x 2 i kilka innych okazów w pomarańczowo-czerwono-brązowej palecie barw. Technika wykonania identyczna jak przy stateczkach: tektura falista dwuwarstwowa, odpad szkła witrażowego - oszlifowane krawędzie i narożniki, barwiona ramka. Wszystko przygotowane tak, by stać się obrazkiem do zawieszenia na ścianie.

 Róże:



Astry:







Łubin:




Ręcznie cieniowana ramka, która bardzo mi się udała.



I na koniec mała abstrakcja, którą nazwałam kwiatem palmowym, ale może znajdzie się ktoś, kto będzie umiał nazwać poniższy (wy)twór. Dajcie znać, jak uda Wam się przyporządkować do niego nazwę.



W kolejnym poście będą kwiaty w pięknych morskich kolorach. Zapraszam.

sobota, 6 kwietnia 2013

Witrażowe kartki - stateczki ze szkła

Maleńka pracownia kuzyna Marka, a w niej kartony "odpadów". Ależ nie, to nie odpady - pomyślałam, to dla mnie kolor, przebłyski światła, szlachetność szkła. Trudno mi przypomnieć sobie, skąd się wziął pomysł. Chyba z mojego zamiłowania do zbierania, gromadzenia, przechowywania "wszystkiego ładnego co się przyda". Nie mogłam przejść do porządku dziennego nad tym, że marnuje się tyle dobrodziejstwa, które może ucieszyć niejedne oczy. Zanim przywlokłam do domu kartonik owego "odpadu" mój pomysł nie miał jeszcze realnego kształtu. Odłamki same nadały kształt. I tak powstała cała seria kartek z wykorzystaniem odpadów witrażowego szkła. Ot taki sobie recykling. Modny trend. 

Brązowy był pierwszy.


Z dostępnych odłamków wybierałam kształty i łączyłam je ze sobą, by stworzyły jakąś rozpoznawalną formę, czytelny rysunek. Założyłam, że rysunek ma być prosty, bo szkło jest szlachetne swoją prostotą i ostatecznością. Nie da się go nagiąć, przeszyć, czy ozdobić papierowym kwiatkiem. To nie licuje, jak należałoby powiedzieć staropolszczyzną.
 



Pierwszy kształt, który wzięłam do ręki był żaglem i co do tego nie miałam żadnych wątpliwości. Będzie z niego łódka. Ot ten mój "marynarski syndrom na lądzie" wylazł z podświadomości. I chyba słusznie, bo niejeden stateczek w świat popłyną, zanim zdążyłam go sfotografować. Ten poniżej popłynął do Szwecji z bardzo poważną delegacją przyjaźni polsko-szwedzkiej.


 


 


By usztywnić konstrukcję kartki wykorzystałam dwuwarstwową tekturę falistą, z której zrobiona jest ramka dla szklanego obrazka. Nie pozwala ona na odstawanie szklanych narożników od powierzchni, uniemożliwia zahaczenie się o szklaną krawędź i zabezpiecza szkiełka przed ewentualnym popękaniem.





 Popękaniem :-) Hm... kiedy skończyły się w kartoniku odpowiednie kształty zaczęłam kombinować, jak z dużych zrobić mniejsze. Użyć diamentowego nożyka! Tak, oczywiście, przecież mnie Marek nauczył. Szkopuł w tym, że ja nie miałam takiego ustrojstwa. A na dodatek za wszelką cenę chciałam jak najmniej przetwarzać owe "odpady" - ot tak dla idei! Wzięłam młotek i płócienną ściereczkę (bo Marek tak zalecał i wskazał bezpieczną drogę) i ciach - uderzyłam w szkiełko. Myślicie, że pękło? Ale! W życiu nie pomyślałam, że będzie tak trudno zbić taką sobie barwioną szklaną płyteczkę. Takie sobie zdziwienie.




Żeby nie było wątpliwości dodam, iż absolutnie każda krawędź i narożnik, absolutnie każdego szkiełka jest oszlifowana przeze mnie RĘCZNIE papierem ściernym, by nie było zadziorów, ani możliwości skaleczenia się. Można głaskać do woli bez niebezpieczeństwa.





Tekturowe ramki są przeze mnie malowane matowymi farbami i utrwalane, by nabrały odrobiny połysku. Ramka ma przypominać taką obrazową. Witrażowa kartka może zawisnąć na ścianie, jak obraz, przywołując wspomnienia ciepłego lata. Wystarczy wkomponować ją w surową drewnianą ramkę lub antyramę.




Bardzo trudno było mi sfotografować moje stateczki, bo szklana powierzchnia odbija światło. Efekty moich usilnych starań raz były lepsze raz gorsze. Niemniej jednak idea została przedstawiona.


 




Umiecie nazwać poszczególne stateczki właściwymi im nazwami? Czy ich kształty coś Wam podpowiadają?

czwartek, 4 kwietnia 2013

Szaliki makaroniki i dobre wróżki


Istne szaleństwo! Tylko spójrzcie na tę feerię barw. Aż trudno wymienić wszystkie kolory. Jak ukwiecona łąka w duszny letni dzień.





Zdecydowane kolory aż biją po oczach. Dodatkowe podkreślenie któregokolwiek koloru w tym bogatym zwitku byłoby.... hm,.. niesprawiedliwe. Dlatego zdecydowałam się ujarzmić je kawałkiem czegoś tak prostego i naturalnego jak drewno.



Guzik imituje zmurszałe drewno popodgryzane przez pracowite stworzonka.



Ten szalik wybrała Gabrysia, nie, nie dla siebie - dla siebie wzięła zielony, - ale dla siostry. Czasem smutek, radość, niepewność mieszają się w życiu, jak te kolory, zatrzymując człowieka w dziwnym stanie podenerwowania, sprzeciwu, który nic nie może zmienić, dając wrażenie, że coś wymknęło się spod kontroli. Tym, którzy doświadczają takiego stanu życzę ukojenia. Niech nabiorą pewności, że życie to melanż zdarzeń i uczuć, tych, do których tęsknimy i tych, które wolelibyśmy odsunąć na bok. Ostatecznie jednak bez jednych nie ma drugich. Niech to przekonanie napawa nas siłą i odwagą, a kolory tęczy przeniosą nas - na momencik choćby - do świata ukwieconych, pachnących łąk, majestatycznych zamków i dobrych wróżek.



Gabrysiu, Ty jesteś taką wróżką.

środa, 3 kwietnia 2013

Szaliki makaroniki - brąz w kolejnej odsłonie

Brąz w kolejnej odsłonie. Bardzo delikatne, stonowane odcienie brązu połączone ze świeżością bieli. Brąz wielu kobietom się podoba. W kanonie biurowo-garsonkowym uznawany za najmniej rzucający się w oczy, bezpieczny, troszkę trącący myszką, ale też i wskazujący na - i tu uwaga: chłód emocjonalny. Dlatego dla mnie, jeśli brąz to tylko w duecie z czymś ożywczym i kobiecym: różem, pomarańczem lub bielą właśnie.  







Guzik akrylowy doskonale podkreślający melanż szalika.



Szaliki makaroniki - na zlot czarownic

Kolejna porcja zakręconych makaronów w kolorach jakich jeszcze nie było. Pani Henryka rzuciła pomysł, by zapleść mój makaron. Najpierw zapleciony został multikolor, którego zdjęć jeszcze na blogu nie było, ale stwierdziłam, że za dużo barwy, za dużo formy. Jak jedno, to nie drugie. Dlatego zaplotłam stonowane błękity. Wyszedł pokaźny, dość zwarty warkocz, który można spruć jednym pociągnięciem ręki. Efekt ciekawy i - na prośbę - wykorzystany i w innych egzemplarzach. 



Ten niebieski w wersji rozplecionej ma być prezentem dla pewnej cioci.
Marto, mam nadzieję, że się podobał?





Ten splot, choć przypomina typowy splot warkoczowy, nie składa się z trzech nitek makaronowych, a z jednej! To jest właśnie najciekawsze, bo w każdej chwili można go spruć i zamienić na zwykły makaronowy szaliczek, a zatem takie 2 w 1 - w zależności od kaprysu i inwencji twórczo-estetycznej posiadaczki.


Błękit wykończyłam szarym akrylowym guzikiem, którego forma bardzo mi się podoba
i jest idealna, żeby go przełożyć przez oczko na drugim końcu szalika.




Egzemplarz różowo-liliowy został ostatecznie zapleciony w pewnych wyjątkowych dla mnie okolicznościach. Otóż udało się zebrać w jednym miejscu (ukochanym zresztą) i jednym czasie rozsiane po świecie bliskie mi dusze. Spotkanie było krótkie, ale jakże przyjemne i odprężające. Te trzy duszyczki dostały w prezencie po makaronowym szaliku, mogły wybrać sobie kolor - dyskusji i przymierzania nie było końca. Udało mi się przelać odrobinę mojej fascynacji światem kolorów na te trzy - jakże różniące się między sobą - kobiety. Dziękuję, że jesteście Dziewczyny! Wasza przyjaźń jest dla mnie ważna, choć tak rzadko udaje nam się nią dzielić. Niech Wam szaliczki przypominają o mnie, a i przyciągają wzrok innych swymi kolorami!






Kwadratowy guzik stanowi ciekawy kontrapunkt dla obłości i miękkości szalika.
Czekał na mnie jako ostatni w odwiedzanym przeze mnie sklepie z materiałami ;-)



Połączenie intensywnego błękitu z odcieniami brązu przypomina mi morską wodę rozbijającą się o brunatne skały wysokiego wybrzeża. Pogoda wcale nie jest ładna, jest wietrznie i pochmurnie. Powietrze jest czyste i wilgotne, a przez to barwy są nasycone, kształty wyraźne. Aura taka jak lubię.






Nie przypuszczałam, że właśnie tę kolorystykę wybierze dla siebie Marta.
Liczyłam, że spodobają jej się soczyste zielenie. Ale tak, to był trafny wybór.





Szalikowa nitka przerwała się na kołowrotku.
Połączyłam ją dodając w połowie szalika duży, ażurowy kwiat w kolorze mosiądzu.
Rzadko używam dodatków w tym kolorze. Zazwyczaj wybieram srebrne.



Czy dokonałam trafnego wyboru?